Amenhotep Ahmezati

Description:

Mulhorandzki wykładowca astrologi, który najwyraźniej stał się wyrocznią gloszącą mroczną przepowiednię bóstw księżyca.

Z wyglądu – drowka o niespotykanej urodzie, ubrana w podróżną suknię z gorsetem.

Z charakteru – ceni ład społeczny, sprawiedliwość i szeroko pojęte dobro. Pomimo bycia szlachciem z Mulhorandu – nie wywyższa się ponad innych (a co myśli to jego sprawa). Ceni tych, którzy charakteryzują się mądrością, ale inne przymioty też potrafi docenić.

Mocne strony – intelekt (choć bardziej akademicki), mądrość (oczywiście jak na kogoś, kto ma dwadzieścia parę lat), charyzma (nie do końca zdaje sobie sprawę z potencjału – dopiero zaczyna odkrywać, że słowa mogą być przydatnie nie tylko przy wykładzie czy negocjowaniu traktatu), wiedza (astrologia, religia, geografia, plany, magia i inne), alchemia, dyplomacja…

Słabe strony – walka, zdolności terenowe, niezbyt wysoka siła i kondycja.

Bio:

Amenhotep Ahmezati – dziennik wyprawy w poszukiwaniu Lustra Światła Księżyca

1
Wyprawa przebiegała sprawnie. Wszystkie wskazówki odnośnie lokalizacji jeziora, uwzględniając tysiące lat działalności natury na skały, potwierdzały, że jesteśmy coraz bliżej.

Do odnotowania:
- flora w tym rejonie przejawia właściwości bliższe terenom południowym, szczególnie widać to po ciemnych kwiatostanach.
- koniecznie muszę poszerzyć wiedzę z zakresu geografii i przyrody, bez posiłkowania się księgami, zbyt wiele elementów wydaje mi się trudne do określenia.
- wyprawa na tak krótkie dystanse, nie potrzebuje aż trzech ochroniarzy i trzech niewolników.

2
Dotarliśmy na miejsce, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Obszar pozbawiony jest jakiejkolwiek wysokopiennej roślinności, dominują krzewy i trawy, aczkolwiek ich różnorodność jest wyjątkowo duża. Jezioro o kilkusetmetrowej średnicy wydaje się niemal okrągłe, brzegi są łagodne. Na jego środku widać wyraźnie niewielką wyspę. To ona, zgodnie z zapiskami, powinna kryć w sobie Lustro Światła Księżyca.

Do odnotowania:
- dominująca roślinność jest nocnego typu, szczególnie dużo rośnie księżycowych lilii i srebrnych campanuli.
- nie umiem dociec pochodzenia jeziora, najprościej byłoby założyć, że zostało stworzone sztucznie, albo przynajmniej mocno przekształcone. Inne formy okrągłe powstające po spadających gwiazdach, mają charakterystycznie wyżej niż poziom gruntu krawędź.

3
Przeprawa przez jezioro na wyspę była stosunkowo łatwa. Pospiesznie skonstruowana tratwa z zabranych zapobiegliwie materiałów bardzo się przydała. Wyspa jest niewielka, ma co najwyżej trzydzieści metrów średnicy. Jest też całkowicie okrągła. Małe kamienie wśród ciemnozielonych traw, okazały się być pozostałościami po jakiejś budowli, która zawaliła się tysiące lat temu. Najciekawsze znajdowało się na środku wyspy. Było to kolejne jezioro, tylko o znacznie mniejszej średnicy – zaledwie kilku metrów. Woda srebrzyła się na powierzchni, która nie falowała na wietrze.
Notatki wspominały o Lustrze, do którego trzeba przytknąć dłoń w odpowiednim momencie. Czy jezioro można potraktować jako jakąś formę zwierciadła? Przekonam się o północy.

Do odnotowania:
- wraz z nastaniem zmroku, Księżyc Selune odbija się w jeziorze jakby był w pełni, pomimo iż brakuje do niej jeszcze dwóch dni.
- jakkolwiek nie do końca licuje to z tradycyjnym poznawaniem świata, przydałby się ktoś mogący sprawdzić działanie ewentualnej magii okolicy.

Druga próba powrotu do dziennika. Tym razem udało mi się na tyle opanować szok, że powinienem dać radę składnie pisać.
Dla porządku – dzień 7, lecz następne wpisy datuję wstecznie.

4
Nie mam pojęcia co się ze mną stało. Po dotknięciu tafli jeziora, pamiętam upadek z wysoka, krzyk, który okazał się moim własnym i dziwne słowa wypowiedziane bezwiednie przez moje usta.
Uratowali mnie podopieczni i podwładni mistrza magii – Telmariona. Wygrzebali z ziemi, zanieśli w bezpieczne miejsce, pozwolili nabrać tchu zanim zaczęli pytać.
Przerażenie, szok, niedowierzanie! Moja postać uległa radykalnej przemianie – wyglądałem jak drow, w dodatku płci żeńskiej!
Do odnotowania:
- szok wywołany przemianą nie pozwolił mi na rozsądną ocenę sytuacji, poza tym, że trafiłem pomiędzy życzliwe istoty

5
Niedowierzania ciąg dalszy – po nieprzespanej nocy, wpadłem w rodzaju stuporu, który trwał dość długo. Mistrz Telmarion starał się mi pomóc, poznałem też kilka innych postaci, które starały się głównie wyciągnąć ze mnie informacje, których nie umiałem podać. Najważniejsze były słowa, jakie wypowiedziałem tuż po odnalezieniu.
Ashar Narak
Ashar Nimrul
Ashar Noth

W westronie znaczą one:
Nadchodzi Cisza
Nadchodzi Ciemność
Nadchodzi Czerń

Brzmi to jak jakaś przepowiednia, której znaczenia na pewno nie znam. Nie umiem się skupić, ilekroć widzę swoje czarne, smukłe ręce, dziwnie rysujące się ciało pod prowizorycznie zarzuconym prześcieradłem – wpadam znów w szok.

Do odnotowania:
- nie mogę spać, elfy nie śpią! Padłem z wycieńczenia.
- konieczność ulżenia małej potrzebie była traumatycznym przeżyciem, z przyczyn anatomiczno oczywistych – jest to zupełnie nowe doświadczenie.

6
Rozmowy z częścią osób, które podróżują z mistrzem Telmarionem, pomogły rzucić światło na sytuację jaka mnie spotkała. Jest to bardziej płomień świecy niż blask słoneczny, ale wydaje się, że bóstwa Księżyca, w jakiś sposób wykorzystały moją osobę, do przekazania tej dziwnej przepowiedni. Jedną z nich musiała być bogini Elistrae – jej bym zawdzięczał postać drowki.
Ekipa mistrza podróżuje do Thay. Wraz z nim, jedzie młoda adeptka Rossel – jest elfką, ale takiej odmiany, jakiej nie rozpoznaję. Pozostali są albo ochroną, albo przyłączyli się z różnych przyczyn.
Teraz wiem, że uratował mnie łowca Roden, który jest także elfem i do tego wyznawcą Malara. A Malar to również bóstwo Księżyca…
Moje dziwne przybycie, zbiegło się w czasie z atakiem goblinów na miasto. Nie widzę związku.
Rossel jest bardzo uczynną elfką, zaopatrzyła mnie w przyodziewek i dała lekcje elfiej medytacji snu.

Do odnotowania:
- jak na drowią niewiastę, jestem wysoki, do tego wydaje mi się, że chyba urodziwy. Na pewno niektóre części ciała mam znacznie bardziej rozbudowane niż panna Rossel, gdyż nawet po szybkich poprawkach, górna część garderoby opina się bardzo mocno, przypominając mi ciągle co teraz posiadam.
- w mieście jest świątynia i kilkoro kapłanów, w tym kapłan Selune. Koniecznie muszę się tam udać.
- w moich żyłach dalej płynie krew niebianina – przywołanie z niej światła jest wystarczającym dowodem, dalej też nie odczuwam dotkliwiej chłodu nocy.
- drowi narząd wzroku jest bardzo wrażliwy na silne światło.

7
Wizyta w świątyni nie przyniosła nowych wiadomości, jedynie utwierdziła w toku myślenia. Bóstwa Księżyca, postanowiły przekazać coś poprzez mnie. Przemiana na pewno ma związek z boginią Elistrae, ale czy mam to traktować jako swoiste błogosławieństwo, lekcję, czy żart – nie mam pojęcia.
Hasło – klucz: diabeł Sembijski. Legenda z dawnych lat, wydaje się w jakiś sposób powracać, w postaci skrzydlatego stworzenia, kręcącego się po okolicy.
W okolicy dalej niespokojnie – drużyny żołnierzy wysłane na zwiady, napotkały na lodową odmianę wilków. Nieoczekiwana pomoc ze strony skrzydlatego stworzenia (wyżej wspomniany „diabeł”?).
Konfrontacja z tekstami historycznymi w świątyni i kryptach nie wniosła niczego konkretnego.
Kiedy już trochę opanowałem szok związany z przeistoczeniem, wizyta drobnego sembijskiego szlachcica i próba uhonorowania mniej jako niewiasty, poprzez pocałunek w rękę, przywołały całą gamę myśli, uprzednio pozbawiając mnie na chwilę przytomności…

Do odnotowania:
- Sembia jest państwem prymitywnym, ale wydaje się nie pozbawiona pewnego uroku prowincji.
- oficjalnie jestem kapłanką Elistrae, okradzioną z dobytku podczas wędrówki i przygarniętą przez mistrza Telmariona. Sprawdzić, czy rzeczywiście kapłanki tej bogini tak skąpo musza się ubierać.

Appendix – towarzysze mistrza Telmariona
Mistrz Telmarion – kompetentny wydaje się ludzki mag z Newerwinter, mam wobec niego wielki dług wdzięczności za opiekę. Dysponuje dużą wiedzą i ciekawym księgozbiorem.
Panna Rossel – gwiezdna elfka o trochę nietypowej jak na tę rasę aparycji, uczynna i sympatyczna. Nie ukrywam, że pomaga mi w niektórych sprawach związanych z moją sytuacją. Jej zdolności magiczne wydają się być na poziomie adepta i raczej nie korzysta z magii bojowej.
Nilanth – po raz pierwszy spotkałem kapłana Jergala. Kronikarze Końca są zazwyczaj specyficznymi istotami, ten także, nawet jego niebiański pierwiastek pochodzi z planu Smutku, co nie jest częste u Aasimarów. Pragmatyczny, umiejętnie korzystający z mocy danych od bóstwa, wiele można z nim podyskutować, mimo iż drażni mnie jego podejście do mojej przemiany „zaakceptuj to i tyle”.
Zoltan – orkowy paladyn Tyra. Chodząca praworządność i sprawiedliwość oraz charyzma, ale niestety widać w nim wyraźnie brak głębszych przemyśleń. Nie wątpię, że kompan w walce znakomity.
Makh Al-Az – pieśniarz i grajek z dalekiego południa. A właściwie z jeszcze dalszych stron, przynajmniej pod względem krwi. Ogniste oczy wskazują na jakieś konotacje z genasi ognia? Jego muzyka potrafi w walce inspirować przyjaciół. Poza tym, nie wiem co o nim myśleć, pierwsze nasze spotkanie było nieprzyjemne, gdy wziął mnie za nałożnicę mistrza!
Emmerond – elfi zwiadowca i dowódca grupy strzelców. Nie odbiega od mojego wyobrażenia o elfach, wydaje się w porządku.
Grobaz – szary półork, zwany Czerwoną Ręką. Bardzo dobry tropiciel. Ma rosomaka. Niezbyt lotny.
Roden – elfi łowca i strzelec. Usiłuje pod średnio udanymi kąśliwymi uwagami ukryć swoją mroczną osobowość. Wyznawca Malara. Tym niemniej, to on mnie bezpośrednio uratował.
Nikt z nich nie wydaje się być stanu szlacheckiego (oczywiście od magów tego nie ma co wymagać), mimo to, sprawiają jako grupa bardzo dobre wrażenie.

8
Kolejne ofiary „diabła Sembijskiego”? Niestety rytualnie zamordowana dziewczyna, nie mogła wyjawić nic naszemu kapłanowi Jergala, gdyż ciało zostawione bez opieki, straciło ponownie, odzyskany wcześniej język.
Polowanie w lasach nieopodal posiadłości czegoś na kształt tutejszej szlachty – niejakich Selkirków – skończyło się jatką rumaków, zwierzyny i omal niektórych uczestników. W obliczu lęku uaktywniła się dziwna właściwość czegoś, czym obdarowali mnie bogowie – przyoblekłem się w czerń błyszczącą gdzieniegdzie gwiazdami. Jest to ewidentnie jakaś magia ochronna, której natury jeszcze nie znam.

Do odnotowania:
- kobiece przyodziewki są kłopotliwe – dużo z nimi zachodu. Tym niemniej, ciężko mi przyznać, ale niektóre elementy takiego ubioru są wygodniejsze niż ich brak – głównie mam na myśli utrzymywanie pewnych części ciała na miejscu
- jazda konna wymaga od kobiety dodatkowo silnej woli. Dlaczego to ciało tak łatwo się pobudza w sposób, o którym nawet ciężko mi w tym momencie myśleć? Muszę porozmawiać o tym z panną Rossel, chociaż to strasznie krępujące.
- konieczne dalsze badanie ujawnionego podczas polowania efektu – nie udało mi się go powtórzyć.

9
W pobliskim miasteczku pojawił się piekielny rycerz, wieszając przy okazji resocjalizowanych przez paladyna bandytów. Szkoda, zawsze uważałem, że próba powrotu na właściwą ścieżkę winna być dana prawie każdemu kto wykazuje szczerą wolę.
Udało mi się wywołać kolejny efekt quasi-magiczny. Tym razem powoduje on niepohamowaną chęć zrobienia krzywdy u sojusznika. Efekt trwa krótko, ale jest bardzo silny. W odróżnieniu od typowego czynienia magii, nie muszę skupiać się na wypowiadaniu formuł ani czynienia gestów. Wystarczy odpowiednio silna koncentracja i wola a wszystkie niezbędne komponenty wychodzą same z moich ust lub gestów.

Do odnotowania:
- muszę dalej badać swoje nowe zdolności i dociec ich natury.
- skupienie się na interesujących badaniach, skutecznie oddala myślenie o moim problemie transformacyjnym, na tyle byłem tym pochłonięty, że bezrefleksyjnie zgodziłem się na sugestię Nilantha, by skrócić suknię…

10-11
Stolica Sembii nie należy do okazałych. Typowe miasto kraju z klimatu umiarkowanego, o niezbyt zaawansowanej architekturze.
Postanowiłem chociaż trochę pożyteczności z siebie wykrzesać i za wiedzą mistrza Telmariona zaopatrzyłem się w przenośne laboratorium alchemiczne oraz trochę reagentów. Alchemiczny ogień, kwasy, zasady, trucizny i inne ciekawe substancje mogą się przydać. A przy okazji upewnię się, że nie zapomniałem żadnych przepisów.
Najważniejsza dla mnie była wizyta w świątyni Selune. To miejsce, gdzie mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego o tym co mnie spotkało i „przepowiedni”. Przypuszczenia sprawdziły się – miałem wewnątrz wizję: posągi trzech aspektów bogini, odwróciły się w moją stronę i wyrzekły słowa przepowiedni ponownie. Takie rzeczy nie zdarzają się codziennie, dlatego pewnie arcywyrocznia Selune przyjęła mnie chętnie na audiencji. Teraz pozostało czekać do jutrzejszej nocy – będzie pełnia i wielkie wydarzenie w świątyni. Pozostanie mi zadać bogini poprzez jej kapłankę. Nie ukrywam, że muszę skonsultować się z kilkoma osobami – Nilanth, mistrz Telmarion, panna Rossel?

Do odnotowania:
- pytania do bogini okazały się trudniejszym wyzwaniem niż sądziłem – nie mam doświadczenia w tych sprawach, muszę nadrobić braki w tej wiedzy.
- świątynia Selune stanowi chyba szczyt architektury sembijskiej i jest naprawdę ciekawym miejscem.
- kapitanowie śledczy w mieście potrafią być bardzo dociekliwi – do przesłuchania zatrudniają nawet kapłanów z aurą prawdy.
- list do rodziny, wysłany poprzez kapłanów Waukeen wysłany. Czuję się lżej na duszy, iż wiedzą, że żyję, chociaż nie napisałem im wszystkiego. Chciałem napisać do mojej Nefertari, ale… Co ja mogę jej napisać??? Załamałem się, patrząc na swoją obecną kondycję.
- przy koncentracji, objawiają się kolejne talenty magiczne. Są to przeważnie proste zaklęcia kapłańskie – kopiowanie ksiąg, duchowe skupienie się na swych zdolnościach czy sanktuarium.

12

Nasza Srebrna Pani, światło księżyca wskazujące drogę podróżnym i
tym zagubionym, którzy wypatrują w gwiazdach swojej przyszłości,
zwróć swoje oblicza i wskaż proszę drogę zbłąkanemu, który nie wie
gdzie i jak zmierzać.

Otrzymałem wraz z innymi znakami moc, lecz w jakim zakresie, które
konkretnie bóstwa za nią odpowiadają?

Z pewnym lękiem patrzę na swą przyszłość, nie wiedząc gdzie
zmierzać, gdzie zatem muszę się udać by przyczynić się do celów,
których częścią się stałem, bacząc, by jeśli jakiś pazur zła
dotknął tego, nie wpaść w jego sidła?

Kim jest osoba, która podczas mojego kroczenia ścieżką zesłaną mi
przez bóstwa, będzie najbardziej godna zaufania i pomoże mi w tym, aby
udało się zamierzenia te wszelkie spełnić?

Otrzymałem odpowiedzi na te pytania! Odpowiedziała mi sama boginie Selune! Czy cośkolwiek z nich rozumiem? Czas pokaże…

Do odnotowania:
- moja moc pochodzi od wszystkich bóstw Księżyca. Nie dziwię się więc, dlaczego ujawniona nowa magia wprowadziła wszystkich w szał. Tak samo zaklęcie morderczego rozkazu wydaje się mieć swoje źródło dość oczywiste…
- nowy sprzymierzeniec Selune. X – zachowałem się jak kretyn podczas pierwszego spotkania. Czy to dlatego, że nie umiem opanować swoich emocji i niepotrzebnie czasem wpadam w lęk albo mówię jakbym to nie był ja, ale ktoś nawiedzony? Muszę bardziej się skupiać.
- przebranie kapłanki Elistrae kompletniejsze – mam prawdziwy symbol bogini. Czyli teraz czeka mnie dalsza część i rzeczywiście przyjdzie mi paradować w tych skąpych strojach? Nie wiem, czy jestem gotowy nawet na myślenie o tym.

13-14
Z powrotem w mieście, gdzie mnie przynieśli towarzysze Mistrza Telmariona. Moja droga wedle przepowiedni jest tak dziwna i długa, że mogę właściwie podążać gdziekolwiek. Ciekawe czy starczy czasu.

Do odnotowania:
- kolejne zaklęcie, tym razem kolorowe iskry z dłoni. To nie jest zaklęcie kapłańskie – należy do prostych iluzji ofensywnych.

Amenhotep Ahmezati

Starless and Bible Black wicked_woodpecker_of_the_west indoctrine